W poniedziałek wieczorem odbyła się debata prezydencka, zorganizowana przez „Super Express”, szeroko transmitowana przez inne media. Odróżniała się od dotychczasowych debat tym, że w znacznie większym stopniu to sami kandydaci zadawali sobie pytania.
Formuła oczywista, ale nie dla wszystkich
O wydarzeniu Krzysztof Skowroński rozmawiał z redaktorem naczelnym „Super Expressu” Grzegorzem Zasępą.
Ranga tej debaty była rzeczywiście ogromna. Jesteśmy z siebie zadowoleni, choć oczywiście nie mnie oceniać, jak to wyglądało z zewnątrz. Formuła była naszym pomysłem, bo jesteśmy trochę krnąbrni i odróżniamy się od innych, poważnych mediów
– mówił Grzegorz Zasępa.
Krzysztof Skowroński zauważył, że braku powagi nie było widać.
To była całkiem poważna debata i nie było w niej krnąbrności. To były po prostu zwykłe zasady. Tak powinny wyglądać debaty, w których uczestniczy 13 kandydatów. Udział dziennikarza to stwierdzenie, jako są reguły debaty, a potem niech mówią kandydaci, niech się pytają, niech odpowiadają. Żadnej filozofii
– stwierdził Skowroński.
Redaktor naczelny „SE” odpowiedział na to stwierdzenie pytaniem:
Jeśli tak jest, to dlaczego inne debaty tak nie wyglądają?
Kandydaci na debacie „Super Expressu” – kto wypadł najlepiej? Komentarz w Radiu Wnet
Negocjacje ze sztabami
Grzegorz Zasępa opisał negocjacje ze sztabami kandydatów o kształcie debaty. Uznał je za zaskakująco łatwe.
Nie wiem z czego to wynikało, może nie wiedzieli, że będzie aż tak wielka widownia tej debaty, może trochę odpuścili? A może po prostu trafiliśmy na taki moment, że ci najwięksi kandydaci po debatach w Końskich musieli się odważyć zrobić coś nowego i dlatego nie stawiali warunków? Natomiast byłem zaskoczony, i to mile, bo te rozmowy rzeczywiście nie były nadmiernie trudne
– ocenił redaktor naczelny Super Expressu.