Patryk Wild: Ludzie są rozgoryczeni, jak wyglądała akcja powodziowa

Krzysztof Skowroński i Patryk Wild/ fot. Radio Wnet

Redaktor naczelny Radia Wnet Krzysztof Skowroński rozmawia w Pałacu Gorzanów o sytuacji po powodzi z wiceprezesem Stowarzyszenia Tak dla CPK Patrykiem Wildem.

Radiu Wnet i Stowarzyszeniu TAK dla CPK udało się zebrać ponad 200 tys. zł na rzecz powodzian.

Środki zebrane w ramach zbiórki zostaną przekazane między innymi Fundacji Pałac Gorzanów, która niesie pomoc okolicznym mieszkańcom poszkodowanym przez powódź. Są to takie miejscowości jak Radochów czy Trzebieszowice.

Państwo zawiodło

Redaktor naczelny Radia Wnet Krzysztof Skowroński rozmawiał w pałacu z wiceprezesem TAK dla CPK Patrykiem Wildem, który mieszka w okolicy terenów, które dotknęła powódź.

Mieszkańcy mówią, że kiedy państwo było najbardziej potrzebne, to go nie było. Służby pojawiły się wtedy, kiedy przyjechały delegacje rządu. Ludzie są rozgoryczeni tym, jak wyglądała akcje powodziowa – mówi Patryk Wild.

Jak tłumaczy rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego, dzisiaj jest już inaczej i na terenach popowodziowych jest dużo wojska.

Alemomencie kryzysowym w Kotlinie Kłodzkiej trudno powiedzieć, żeby państwo ten egzamin zdało – podkreśla.

Według Patryka Wilda jest niezrozumiałe, dlaczego Wody Polskie nie zdecydowały się na spuszczenie wody ze zbiornika nyskiego czy otmuchowskiego, by mieć rezerwę powodziową.

Problematyczne projekty zbiorników retencyjnych

W ocenie Wilda kwestia niewybudowania planowanych zbiorników retencyjnych „jest bardziej skomplikowana, niż partyjne nawalanie się cepem i oskarżanie, kto jest winien”.

Wild, który jest inżynierem architektem, zapoznał się z projektem i podkreśla, że „został on spaprany”.

Politycy z różnych stron sceny politycznej, zarówno z Prawa i Sprawiedliwości, jak i z Platformy Obywatelskiej protestowali przeciwko budowie tych zbiorników. A protestowali dlatego, że protestowali masowo mieszkańcy tych terenów – mówi Wild.

W ocenie wiceprezesa TAK dla CPK „projektanci zbiorników chyba nie byli na miejscu”.

Wzięli sobie jakiś komputerowy model terenu i powiedzieli: „tu oto zrobimy zbiorniki”. Przedstawiono mieszkańcom taką alternatywę: zburzymy kilkaset domów po to, żeby zmniejszyć zagrożenie powodziowe dla tysiąca kilkuset innych domów. Czyli to jest współczynnik „burzymy jeden dom, żeby dwa, może trzy inne chronić przed zalaniem” – opisuje problem Wild.

Jak podkreśla, „burzone domy wcale niekoniecznie były na terenach zalewowych”.

W każdym razie współczynnik tego, co traciliśmy i tego, co zyskiwaliśmy był zupełnie inny, niż na przykład w przypadku zbiornika raciborskiego, gdzie jedna wysiedlana osoba przekładała się na uratowanie około tysiąca innych osób. Jednocześnie w dokumencie były żenująco niskie kwoty odszkodowań. W przypadku wyburzenia i wysiedlenia przewidziano 350 tys. zł odszkodowania za hektar, czyli 2-3 zł za metr kwadratowy działki – krytykuje inżynier.

Zachęcamy do wysłuchania całej rozmowy, a także do śledzenia na antenie i na portalu Radia Wnet dalszych działań Krzysztofa Skowrońskiego, Małgorzaty Kleszcz i Hanny Tracz, czyli naszej ekipy dziennikarzy, którzy udali się na Dolny Śląsk!

jbp/